Thursday Feb 03, 2022

Kiedy Martin Luther King, Jr. został przywódcą

Martin Luther King, Jr. lub „Mały Mike”, jak go nazywano, dopóki jego ojciec, Michael Luther King, Sr., nie zmienił ich obu imion na Martin, nie miał ambicji, by zostać przywódcą ruchu. Kiedy Rosa Parks została aresztowana za odmowę ustąpienia miejsca białemu pasażerowi autobusu miejskiego w Montgomery, 1 grudnia 1955 roku, King był dwudziestosześcioletnim pastorem, który dopiero od roku pracował w kościele Dexter Avenue Baptist Church w Montgomery i wyobrażał sobie, że pewnego dnia zostanie profesorem. Legendarny bojkot, który nastąpił po aresztowaniu Parks, nie był pomysłem Kinga, a kiedy został poinformowany o planie, nie poparł go od razu. Zrobił to jednak po pewnym zastanowieniu i zaoferował pomieszczenie w piwnicy swojego kościoła na spotkanie organizatorów.

5 grudnia zwołano masowe spotkanie, które miało się odbyć w budynku innej afroamerykańskiej kongregacji, Holt Street Baptist Church. Tego popołudnia organizatorzy bojkotu spotkali się w piwnicy kościoła Kinga i przegłosowali nazwę Montgomery Improvement Association. Następnie, ku swojemu zaskoczeniu i prawdopodobnie dlatego, że nie był dobrze znany, a nikt inny nie był chętny do zaakceptowania ryzyka odwetu białych, King został wybrany na przewodniczącego grupy. Było już po szóstej. Masowe spotkanie zaplanowano na siódmą. King popędził do domu, by powiadomić żonę i napisać przemówienie.

Normalnie napisanie kazania zajmowało Kingowi piętnaście godzin. Do tego przemówienia, pierwszej politycznej mowy, jaką kiedykolwiek wygłosił, miał dwadzieścia minut na przygotowanie. W swojej autobiografii pisze, że pięć z tych dwudziestu minut zmarnował na atak paniki. Piętnaście minut później odebrano go i zawieziono do kościoła na Holt Street.

Samochód Kinga wpadł w korek pięć przecznic od kościoła, a on sam musiał wywalczyć sobie drogę przez tłum ludzi, by dostać się do środka. Pięć tysięcy lub więcej czarnych obywateli Montgomery pojawiło się w kościele. I o siódmej trzydzieści, po odśpiewaniu „Onward Christian Soldiers”, bez rękopisu i tylko z kilkoma notatkami, King wstał, by wygłosić jedno z największych przemówień w swojej karierze.

Na dzień przed swoim zabójstwem, w kwietniu 1968 roku, Martin Luther King, Jr, wygłosił swoje ostatnie publiczne przemówienie do grupy pracowników sanitarnych w Memphis, Tennessee.

To, co dało Kingowi wahanie w kwestii poparcia bojkotu, to obawa, że może on być nieetyczny i niechrześcijański. Bojkot mógłby być nieetyczny, ponieważ zamykając autobusy w Montgomery, pozbawiłby innych pasażerów usługi, na której im zależało, a kierowców autobusów pozbawiłby sposobu, w jaki zarabiali na życie. Mogło to być niechrześcijańskie, ponieważ była to odpowiedź na krzywdę poprzez wyrządzenie krzywdy. To była zemsta.

King czuł, że musi przepracować te obawy dotyczące ruchu, zanim będzie mógł go poprowadzić. „Doszedłem do przekonania, że to, co naprawdę robiliśmy, to wycofanie naszej współpracy ze złego systemu, a nie tylko wycofanie naszego wsparcia z firmy autobusowej” – pisze w autobiografii. „Firma autobusowa, będąc zewnętrznym wyrazem systemu, naturalnie ucierpiałaby, ale podstawowym celem była odmowa współpracy ze złem.”

Przemówienie w Kościele Holt Street jest więc ćwiczeniem etycznego rozumowania w formie wiecu poparcia. King był kaznodzieją typu call-and-response. Gdy przemawiał, badał nastrój sali, wypróbowywał riffy, aż znalazł rytm z publicznością. To jest styl jego najlepszych przemówień. Słynne fragmenty przemówienia „Mam marzenie”, wygłoszonego na waszyngtońskim Majdanie w 1963 roku, zostały zaimprowizowane. Nie było ich w tekście, który King miał przed sobą. Zdał sobie sprawę z części drogi przez jego przygotowanej mowy, że traci tłum, i, podpowiedziany przez Mahalia Jackson, który stał za nim na mównicy, przeszedł do „sen” conceit, który użył w przemówieniach przed.

Klimax mowy bojkotu jest seria wezwań odpowiedział przez głośniejsze i głośniejsze okrzyki i oklaski w odpowiedzi. (Przemówienie nie było filmowane, ale zostało nagrane na taśmę.)

Nie mylimy się w tym, co robimy.

(Dobrze.)

Jeśli my się mylimy, to myli się Sąd Najwyższy tego narodu.

(Tak jest!)

Jeśli my się mylimy, to myli się Konstytucja Stanów Zjednoczonych.

(Tak!Jeśli się mylimy, Bóg Wszechmogący się myli.

(Tak jest!)

Jeśli się mylimy, Jezus z Nazaretu był tylko utopijnym marzycielem, który nigdy nie zszedł na ziemię.

(Tak!)

Jeśli się mylimy, sprawiedliwość jest kłamstwem.

(Tak!)

Miłość nie ma znaczenia. I jesteśmy zdecydowani tutaj w Montgomery pracować i walczyć, aż sprawiedliwość spłynie jak woda (Tak!), a prawość jak potężny strumień.

Ta ostatnia linijka, z Amosa 5:24, była jedną z ulubionych Kinga. Jest wypisany na pomniku praw obywatelskich Mayi Lin w Southern Poverty Law Center, w Montgomery, które znajduje się przecznicę od starego kościoła Kinga na Dexter Avenue.

King zainspirował nie tylko swoich słuchaczy tamtego dnia. Zainspirował samego siebie. Musiał zdać sobie sprawę, kiedy schodził z ambony, że odnalazł swoje powołanie. I, przez pozostałe dwanaście lat i cztery miesiące swojego życia, był mu wierny.

Ruchy powstają, gdy pojawia się lider, który przemawia w imieniu pokrzywdzonych. A rolą przywódcy jest utrzymać pokrzywdzonych razem na tyle długo, by mogli osiągnąć swoje cele, lub niektóre z nich. King musiał radzić sobie nie tylko z przeszkodami stawianymi przez białych z Południa. W pewnym sensie, Bull Connor i George Wallace byli najmniejszym z jego problemów. Brutalność ich rasizmu i ich odmowa ukrywania go działały na korzyść ruchu. Fizycznie Connor i Wallace mieli wszystkie atuty, ale łatwo było wykazać moralną wyższość ruchu.

Najgroźniejsze były wewnętrzne rozłamy. Thurgood Marshall, prawnik N.A.A.C.P., który argumentował w sprawie Brown v. Board of Education przed Sądem Najwyższym, odrzucił protesty Kinga jako teatr uliczny. Malcolm X nazwał Marsz na Waszyngton „farsą na Waszyngtonie”. Młodsi działacze Student Non-Violent Coordinating Committee mieli za złe Kingowi jego sławę, a później wyrzucili jego białych członków. Po 1965 roku ruch odwrócił się od nieagresywnego i integracyjnego ducha Kinga.

Ale King nigdy nie zrezygnował z niestosowania przemocy i nie poszedł na kompromis w swoich celach. Wiedział, że koniec Jima Crowa nie oznacza końca rasizmu, i wytrwale demonstrował na rzecz sprawiedliwości i równości, aż pięćdziesiąt lat temu, w tym tygodniu, spotkał go los, który był przewidziany, część umowy, od momentu, gdy wstał, by przemówić z ambony kościoła Holt Street Church. To nie to przemówienie, ale moment niezdecydowania przed nim, moment, w którym zadał sobie pytanie, jakie są etyczne implikacje tego, co zamierza zrobić, uczynił z Kinga przywódcę. Ilu z naszych przywódców zadaje sobie dziś to pytanie? Ilu z nas je zadaje?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to Top